Marek Wittbrot (2018)
Fot. Ewa Estera Lipiec

Recogito znaczy tyle, co przypominać sobie, myśleć znowu o czymś. Przez całe życie, począwszy od pierwszych szkolnych lat, poznajemy, uczymy się, próbujemy zrozumieć, a zatem i oświecić się światłem wiedzy, ale też  tradycji i mądrości, próbujemy przybliżyć się do różnorakich prawd i tajemnic. Wszystkie one pochodzą od Boga. Niektóre okazują się proste, inne bardziej skomplikowane, jeszcze inne niemożliwe do rozpoznania. Im więcej wiemy, tym więcej pojawia się pytań. Tym częściej trzeba powracać do kwestii zasadniczych, dotyczących sensu naszego istnienia i działania. A także wiary i Boga! Jeśli potrafimy czuć i myśleć, jeśli potrafimy łączyć sprawy ciała ze sprawami ducha, nasza egzystencja nie jest jałowym trwaniem. Jeśli sprawy ludzkie – te najprostsze i te najbardziej skomplikowane, najtrudniejsze – potrafimy łączyć z tym, co boskie, nasze życie nie jest puste.

Przez 55 lat ukazywała się w Paryżu „Nasza Rodzina”, przez wiele lat istniało Editions du Dialogue, w dalszym ciągu działa założone w 1973 roku przez ks. Józefa Sadzika, upowszechniające trudny dialog wiary i kultury, Centrum Dialogu. Nie sposób pozostać obojętnym na bogatą tradycję i dorobek kilku pokoleń pallotynów. Nie należy chyba przekreślać tego, co było twórczym dziełem i życiem innych. Kultura zawsze jest kontynuacją, wartością dodaną – do dokonań poprzedników dodajemy własne, choćby skromne owoce własnej pracy, swoich zmagań i poszukiwań. Kultura zawsze wymagała uprawy, pielęgnacji, troskliwości i twórczej inspiracji.

Wszystko rozpoczyna się od dialogu Boga z człowiekiem, ale też potrzebny jest dialog człowieka z jego Stwórcą, potrzebne jest porozumienie między ludźmi i wspólne poszukiwanie. Otwierając łamy internetowego pisma pragniemy – już innymi środkami i na nowy sposób – kontynuować dialog, który dawno został zapoczątkowany. Chcemy współtworzyć z Wami – drodzy nasi Czytelnicy – nowe dzieło. Chcemy, by ono było i Wasze, i nasze, a nade wszystko dobre, żywe i inspirujące.

Zapraszamy na łamy „Recogito”!

Styczeń 2000

* * *

Kiedy pojawił się problem, co dalej z pallotyńskim, powstałym nad Sekwaną we wrześniu 1944 roku czasopismem, kiedy przestało się ono ukazywać w tradycyjnej, papierowej formie, zapadła decyzja o kontynuacji działalności – lecz już w innej, wirtualnej formie i pod nową nazwą. I tak w roku 2000 pojawiło się „Recogito”. 

Recogito znaczy tyle, co przypominać sobie, myśleć znowu o czymś. Przez całe życie, począwszy od pierwszych szkolnych lat, poznajemy, uczymy się, próbujemy zrozumieć, a zatem i oświecić się światłem wiedzy, ale też  tradycji i mądrości, próbujemy przybliżyć się do różnorakich prawd i tajemnic” – pisaliśmy u początku nowej drogi. Mieliśmy nadzieję, że uda się nam połączyć minione z obecnym, tradycję – jaka wytworzyła się przez 55 lat istnienia najpierw „Głosu Misjonarza”, a następnie „Naszej Rodziny” – z wyzwaniami i nadziejami nowego czasu. Uznaliśmy, że nie należy przekreślać tego, co było ważnym elementem pallotyńskiej działalności we Francji. Albowiem kultura „zawsze jest kontynuacją, wartością dodaną”, a jednocześnie „do dokonań poprzedników dodajemy własne, choćby skromne owoce własnej pracy, swoich zmagań i poszukiwań”. Słowem, wiele trzeba czasu, żeby wytworzyć określoną tradycję, a zarazem niezbędna jest wytrwała praca, cierpliwa uprawa, dalsza pielęgnacja, żeby sprostać nowym wyzwaniom. 

Przez siedem lat swojego istnienia – mimo braku jakichkolwiek finansowych środków, mimo różnych obaw, mimo kłopotów, a niekiedy i zwątpień – „Recogito” nie tylko przetrwało różnorakie nawałnice, lecz zyskało wiernych współpracowników, a także nieobojętnych i licznych odbiorców.

Obecny, czterdziesty ósmy numer jest najprawdopodobniej ostatnim, powstałym – rzec by należało – między Sekwaną a Wezerą. Dotychczas, jeśli chodzi o stronę merytoryczną, decyzje zapadały w Paryżu, zaś obróbka techniczna była dokonywana w Bremie. Od czterdziestego dziewiątego numeru zapewne to ulegnie zmianie. Jednak mimo kolejnego, trudnego progu jest nadzieja, że czasopismo, które – jak to u początków bywa – rodziło się w bólach, a przez siedem lat swojej obecności w internetowej przestrzeni przeżywało niejedną burzę, będzie mogło nie tylko dalej istnieć, lecz i rozwijać się. Mówię to nie tylko w imieniu własnym, lecz całego środowiska, w imieniu osób, którym „Recogito” z pewnością zawdzięcza znacznie więcej niż mojej osobie… Przeto dziękując za minione, z nadzieją patrzę w przyszłość, bowiem – jak mam prawo przypuszczać – już wkrótce poszerzy się nasza przestrzeń…

Rzym, 22 września 2007 roku
Via di Propaganda

* * *

Konfrontacja czy dialog? Burzenie mostów, wznoszenie murów, wprowadzanie kolejnych barier? Dzielenie ludzi i społeczności, tak w wymiarze regionalnym jak i globalnie, wskazywanie wrogów zamiast szukania przyjaciół? Czy o to powinno się zabiegać? Czy idea separacji, jaką wielu obecnie się karmi, powinna – jak to często ma miejsce – pobrzmiewać także z różnych ambon?

„Zły duch nie zamierza bynajmniej eliminować Boga i Chrystusa, ani też teologii czy kazań, a jedynie pozbawić wyjątkowości” – zauważał Carl Schmitt. Autor Lewiatana w teorii państwa Thomasa Hobbesa zdawał się podzielać przekonania XVII-wiecznego angielskiego myśliciela, sprowadzającego ludzkie zachowania do zasady bella omnium contra omnes. W przeciwieństwie jednak do niego nie zatrzymywał się na zwykłym egoizmie. Uważał, że wpisana w naturę potrzeba dominacji, chęć urządzenia się kosztem innych, musi być podporządkowana określonej zbiorowości. Dlatego potrzebne jest silne państwo i silne przywództwo, któremu czasem podporządkowuje się duchowe dobra i poszczególne jednostki. Po Holokauście i po drugiej wojnie światowej raczej nie chciał pamiętać, do czego, w przypadku Niemiec, doprowadziło silne państwo i przywództwo, za jakim koniunkturalnie się opowiedział.

Czy wojna wszystkich ze wszystkimi (dzisiaj zwykło się mówić o wyścigu szczurów) jest do uniknięcia? Święcący triumfy, wspomagany postmodernistycznymi teoriami duch kapitalizmu, w ostatnich latach paradoksalnie sprzymierzony z przeżywającą swój renesans wiarą w nacjonalistyczne ideały, czyżby to miała być nasza perspektywa? Znowu dominować ma resentyment zamiast zdrowego rozsądku i wszechobecny aparat przemocy miast społecznego dialogu? Nowe podziały i konfiguracje? O to mamy się bić? Takie ma być remedium na bolączki współczesności?

„Jedno słowo powinniśmy niestrudzenie powtarzać – dialog. Naszym powołaniem jest wspieranie kultury dialogu wszelkimi środkami, aby odbudować tkankę społeczną. Kultura dialogu wymaga praktyki i dyscypliny, które pozwalają nam postrzegać innych jako partnerów do rozmowy i uznawać cudzoziemców, imigrantów, ludzi z odmiennych kultur za osoby godne wysłuchania. Dziś pilnie musimy włączyć wszystkich członków społeczeństwa w budowanie kultury, która uprzywilejowuje dialog jako formę spotkania oraz zgodę w dążeniu do sprawiedliwego, odpowiedzialnego i integrującego społeczeństwa. Pokój będzie trwały, jeśli nauczymy nasze dzieci walczyć w sprawiedliwej walce spotkania i negocjacji. Wtedy przekażemy im kulturę zdolną tworzyć strategię życia, a nie śmierci, i włączania, a nie wykluczania.

Kultura dialogu powinna być istotną częścią nauczania w naszych szkołach, by dać młodym ludziom narzędzia pokojowego rozwiązywania konfliktów. Pilnie potrzeba nam «koalicji» nie tylko militarnych i ekonomicznych, lecz także kulturalnych, edukacyjnych, filozoficznych i religijnych – które unaocznią, że za wieloma konfliktami stoją rozgrywki grup ekonomicznych. Koalicji zdolnych obronić ludzi przed wykorzystywaniem ich do niewłaściwych celów. Uzbrójmy nasze narody w kulturę dialogu i spotkania” – przekonywał papież Franciszek po otrzymaniu międzynarodowej Nagrody Karola Wielkiego.

Nie brakuje takich – również pośród osób otwarcie deklarujących swoje przywiązanie do Kościoła katolickiego i wartości chrześcijańskich – którzy uważają go za człowieka niespełna rozumu (padły niestety określenia, jakie człowiekowi myślącemu – nie mówiąc już o kulturze osobistej czy ewangelicznej postawie – po prostu nie przyjdą do głowy). Papież Franciszek – mimo że wielu się to nie podoba – nawołuje do budowania mostów porozumienia, burzenia murów, przezwyciężania barier. Co więcej: marzy o Europie, w której „nikt nie powie, że przywiązanie do praw człowieka było jej ostatnią utopią”.

W 1973 roku, dzięki Józefowi Sadzikowi, w Paryżu powstał ośrodek, w którym szukano właśnie koalicji, nade wszystko „kulturalnych, edukacyjnych, filozoficznych i religijnych”. Niewątpliwie dzięki temu, że  pojawił  się – jak to ujął swego czasu Kazimierz Brandys – „piękny człowiek, o głębokiej kulturze, tej najgłębszej, jaką rodzi inteligencja połączona z dobrocią”.

Do swojej śmierci, w maju 1996 roku, dzieło Sadzika kontynuował ostatni z trójki nietypowych, pallotyńskich akcjonariuszy – Zenon Modzelewski. Po nagłej śmierci Jakuba Krzyszczuka w czerwcu 1976 i równie przedwczesnym, nagłym odejściu Józefa Sadzika w sierpniu 1980, pochodzący z Polesia pallotyn prowadził wydawnictwo i Centre du Dialogue, jak i zabiegał o to, żeby paryskich, połączonych ze sobą domów przy rue Surcouf 23 i 25 nie omijali poeci, pisarze, artyści czy różnego typu luminarze życia umysłowego.

Poświęcając kolejny numer „Recogito” tym, którzy wchodzili w nietypowe i  mało popularne alianse, do zawiązywania których – mimo rozlicznych oporów, przeciwności, a nawet wrogości – mocno, uparcie, niestrudzenie zachęca wciąż papież Franciszek, wypada mieć nadzieję, że znajdzie się niemało takich, którzy zechcą przystąpić choćby do jednej z wybranych przez siebie – kulturalnej, edukacyjnej, filozoficznej czy religijnej – koalicji. […]

Paryż, czerwiec 2016

Marek WITTBROT