Katedra Notre-Dame w ogniu

Przed płonącą katedrą Notre-Dame (Paryż, 2019). Fot. Alexandre Pietrzyk © Recogito

15 kwietnia, w poniedziałkowy wieczór, w sercu Paryża, ani czas, ani historia nie mogły się i nie mogą się zatrzymać. Nad wyspą Cité pojawiły się kłęby dymu. Nikt nie przewidział tak dramatycznego scenariusza. Ogień w szybkim tempie rozprzestrzeniał się w najwyższych partiach paryskiej katedry, od jej wezgłowia, nie oszczędzając „po drodze” niczego. Monumentalna budowla okazała się łatwo dostępnym łupem dla niszczycielskiego żywiołu.

Tym razem płomień nie był żadnym „budującym” symbolem i nie miał mocy oczyszczającej. Paryska katedra nie stała się starotestamentowym krzakiem gorejącym ani nie „przyjęła” ognia Pięćdziesiątnicy. Dzień wcześniej rozpoczął się Wielki Tydzień. Jeszcze pomiędzy murami pobrzmiewały słowa ostatniej wielkopostnej konferencji, głoszonej przez ojca Guillaumme’a de Menthière’a (na temat: Allons-nous quelque part ? Avec le Ressuscité, faire route vers Emmaüs), wygłoszonej w Niedzielę Palmową. Świątynia była wypełniona po brzegi. Czy ktoś zastanawiał się wówczas nad nieuchronnością ludzkiego losu i kruchością stworzonych przez człowieka dzieł?

Walka z ogniem, który pojawił się w poniedziałkowy wieczór o 18.50, trwała wiele godzin – jak później podano – do 4.00 nad ranem następnego dnia. I – jak zaznaczył Laurent Nuñez z ministerstwa spraw wewnętrznych – o losie katedry zadecydował kwadrans, bo gdyby nie dało się opanować szalejących płomieni, cała budowla by się zawaliła. Ocalenie kamiennych murów było uzależnione od odwagi, determinacji i zachowania zimnej krwi przez ratowników. Wiele osób oburzało się mówiąc: „dlaczego nie chcą użyć powietrznych cystern?”. Nie brali jednak pod uwagę, że woda (nieodpowiednio użyta) mogłaby dokonać jeszcze większych zniszczeń.

Najbardziej poruszającym widokiem było runięcie 96-metrowej iglicy, jaką zaprojektowali i skonstruowali w XIX wieku Eugène Emmanuel Viollet-le-Duc i Jean-Baptiste-Antoine Lassus. Niestety, całkowitemu zniszczeniu uległa dębowa konstrukcja dachu, zwana „lasem”, pamiętająca odległą epokę średniowiecza (XII i XIII wiek). Zwęglone szczątki konstrukcji przebiły sklepienie i spadły na posadzkę głównej nawy. Belek nie da się wskrzesić. Dach trzeba będzie odtworzyć. Notre-Dame z powietrza wygląda jak wypatroszona, mocno okaleczona, pozbawiona jednego z zasadniczych elementów, struktura. Przez dwa ogromne wyłomy „zagląda” do paryskiej świątyni niebo.

Notre-Dame nie utraciła jednak swojej dumy. Zachowały się odtworzone i zawieszone na powrót w roku 2013 dzwony, a także XV-wieczne, unikatowe organy. Z katedralnego skarbca wyniesiono najcenniejsze relikwie i zabytki sztuki sakralnej. Koronę Cierniową i tunikę św. Ludwika uratował spod ognia kapelan francuskiej straży pożarnej, ks. Jean-Marc Fournier. Wszystkie najcenniejsze obrazy i przedmioty zostały zdeponowane w Luwrze. Odnaleziono też symbol francuskich kościołów, wieńczącą iglicę figurkę kura, w której ukryte były relikwie patronów Paryża, św. Genowefy i św. Dionizego oraz cierń z Korony Cierniowej. Wiadomo, że nietknięte zostały: Pieta z krzyżem w głównym ołtarzu oraz relikwie Jana Pawła II. Na bilans strat i „zysków” (tj. ocalałych części budowli i przedmiotów, jakie przetrwały pożogę) trzeba będzie poczekać.

Paryska Notre-Dame to nie tylko symbol Francji i Paryża. To symbol całego świata chrześcijańskiego. Każdego roku przyjmowała 13-14 milionów pielgrzymów i turystów. Jedni przychodzili, aby się pomodlić, dostąpić – tak jak Paul Claudel i Mahatma Gandhi – swoistego objawienia, inni – żeby  popatrzeć, posłuchać, co „mówią” wiekowe mury. Każda gotycka katedra jest – jak lubią powtarzać Francuzi –wielką kamienną księgą, posiadającą swoje sekrety i tajemnice, wierną Soborowi Nicejskiemu II z 787 roku. Wówczas bowiem zatwierdzono zasady, jakie powinny przyświecać budowniczym katedr. Katedry miały sławić potęgę natury, potęgę intelektu, obejmującego siedem sztuk wyzwolonych: gramatykę, retorykę, dialektykę, arytmetykę, geometrię, astronomię i muzykę. Do tego dołączono moralność i historię. Rygorystycznie przestrzegano również planowania i uporządkowania wewnętrznych dekoracji. Każda katedra to rodzaj przesłania, uprzystępniającego historię Zbawienia, zapisaną na kartach Starego i Nowego Testamentu, jak i w chrześcijańskiej Tradycji. Sceny z życia Jezusa, Maryi, Apostołów i świętych, Sąd Ostateczny czy Apokalipsa – wszystko to zostało wyryte w kamieniu. Niektórzy mediewiści uważają, że to nie gotyk stworzył katedrę, lecz katedra stworzyła gotyk. To pomiędzy Compiègne, Bourges i Paryżem, gdzie znajdowała się siedziba króla, na tak małym obszarze, od 1140 roku miały wyrastać jak grzyby po deszczu najpiękniejsze i najwspanialsze gotyckie budowle. Między 1180 a 1270 rokiem wybudowano we Francji blisko osiemdziesiąt katedr. Te budowle stały się symbolem „architektury światła”. Miały ukierunkowywać, od sfery materialnej prowadzić ku sferom niebieskim, ku samemu Bogu.

Paryska Notre-Dame powstała dzięki biskupowi Maurice’owi de Sully. W 1163 roku papież Aleksander III położył kamień węgielny pod budowę nowej, monumentalnej świątyni. Nie jest to najstarsza gotycka katedra, ale przewyższała inne, wybudowane wcześniej w Sens i Senlis. Przez dziewięć stuleci towarzyszyła paryżanom i Francuzom w codziennym życiu i historycznych wydarzeniach. Nie zniszczyły jej straszliwe pożogi, rewolucja 1789, Komuna Paryska, wojna prusko-francuska oraz pierwsza i druga wojna światowa. Przez wieki była inspiracją dla pisarzy, malarzy, reżyserów filmowych i myślicieli. W Notre-Dame odśpiewano Te Deum po wyzwoleniu stolicy Francji i pożegnano prezydentów Charlesa de Gaulle’a, Georgesa Pompidou oraz François Mitterranda. W niej, przed dziesięcioma laty, przyjął chrzest obecny prezydent Republiki Francuskiej Emmanuel Macron. Katedra – jak wiele na to wskazuje – ucierpiała z banalnych powodów, być może z powodu czyjejś niefrasobliwości czy niedopatrzenia, bądź też z powodu nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. To wszystko każe nam pamiętać jak wiele może zależeć od nieznaczących niby rzeczy czy przypadków. Ale również przypomina, jak ważne jest niezapominanie o rzeczach małych, od nich bowiem mogą zależeć te największe i najpoważniejsze, nie wspominając ludzkich losów.

Anna SOBOLEWSKA

Paryż, kwiecień 2019

Anna Sobolewska – urodziła się w Białymstoku. Studiowała pedagogikę w Krakowie. Współpracowała między innymi z paryską Galerią Roi Doré i ukazującymi się we Francji czasopismami: „Głos Katolicki” i „Nasza Rodzina”. W roku 2015 w Éditions Yot-art wydała książkę Paryż bez ulic. Jocz, Niemiec, Urbanowicz i inni. Od ponad trzydziestu lat mieszka w Paryżu.

Recogito, rok XX, kwiecień 2019