Narodziny Chrystusa z Ołtarza Żeglarzy

Pokłon Trzech Króli z Ołtarza Św. Tomasza z Canterbury (około 1424 roku) Mistrza Franckego (około 1380/1383 – około1436) © Kunsthalle, Hamburg

Malarstwo tablicowe czy – inaczej mówiąc – ołtarzowe przeżywało na przełomie XIV i XV wieku lata swojej świetności. Zupełnie naturalną rzeczą było wówczas, że każda parafia i każdy kościół, każda większa i mniejsza chrześcijańska wspólnota chciała mieć nieco piękniejszą od innej – nie tylko świątynię jako taką, ale całe wnętrze. Liczył się każdy szczegół, do którego zresztą przywiązywano niemałą rolę. Liczyło się rzemiosło, wierność przekazywanym z pokolenia na pokolenie zasadom, ale też odwaga i oryginalność, umiejętność zainteresowania – tak ewangeliczną prawdą, jak i nieprzeciętnym artystycznym smakiem i niepoślednim gustem. Jako że zapotrzebowania były ogromne, mistrzów poszukiwano nie tylko w obrębie własnego miasta czy regionu. Oprócz handlowej, kwitła wymiana – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – kulturalna. Jedni podpatrywali drugich, gorsi naśladowali lepszych, biegli w swym fachu – mogli nieraz liczyć na niemałe korzyści.

Autor jednego z najsłynniejszych północnoniemieckich, gotyckich ołtarzy urodził się około roku 1380/1385 w Dolnej Nadrenii. Do historii przeszedł jako Fratre Francone Zutphanico, w młodości bowiem wstąpił do klasztoru dominikanów w Zutphen w Niderlandach. Teologię studiował w Paryżu. Nigdy sztuk pięknych w żadnej szkole nie zgłębiał. Pozostał malarskim samoukiem. Podczas pobytu nad Sekwaną poznał gotyk międzynarodowy i malarstwo miniaturowe, z Mistrzem Godzinek Boucicaud na czele, a także niderlandzkich i flamandzkich iluminatorów. Długo uchodził za następcę Mistrza Bertrama. Najprawdopodobniej w roku 1424 roku zamieszkał w Hamburgu, w tamtejszym klasztorze Św. Jana. Zachował się kontrakt, pochodzący z „poniedziałku przed św. Mikołajem” 1424 roku, w którym handlujący z Anglią cech podróżników, reprezentowany przez dwóch żeglarzy, za zawrotną na owe czasy sumę 100 lubeckich marek, zamówił do południowej nawy hamburskiej świątyni Ołtarz Żeglarzy. Zawędrował on z czasem do Schwerina. Poszczególne elementy retabulum zostały zdemontowane i przetransportowane drogą morską w inne miejsce. Dopiero po wielu stuleciach odnalezione nad Jeziorem Swaryńskim części zakupił Alfred Lichtmann, dyrektor Hamburger Kunsthalle. Niestety, nie ocalały ani nieruchome skrzydła i predella, ani środkowa część ołtarza z przedstawieniem Kalwarii.

„Podczas gdy w gotyckiej przestrzeni obrazowej Mistrz Bertram szeregował atrybuty addytywnie i w pewien sposób prezentował je tak, jakby miały być czytane, Mistrz Francke około roku 1410 jako jeden z pierwszych artystów spróbował zintegrować detale w jednolitą przestrzeń obrazu. Dodawanie elementów obrazu zmieniło się w późnogotyckim malowidle tablicowym w przestrzenną integrację obrazowych atrybutów: jeden detal odnosi się do drugiego, a wszystkie razem tworzą jednorodne wydarzenie, przedstawione na obrazie. Nie gra w tym żadnej roli, czy chodzi o scenariusz pojedynczej ilustracji, czy o przebiegającą symultanicznie rozległą opowieść w obrazach”1 – pisze w książce Gotyk. Architektura – malarstwo – rzeźba Ehrenfried Kluckert. Malarstwo Franckego to zazwyczaj mocny, ciepły koloryt, intensywne czerwienie i silny ładunek koloru złotego, a także ogromne bogactwie odcieni. Podkreśla się jego dążenie do realizmu, które potwierdzać ma indywidualizacja postaci oraz precyzyjna analiza szczegółów. Większość badaczy zwracało uwagę na skłonność malarza do francusko-burgundzkiej sztuki, przestrzenny walor jego kompozycji, związany z artystycznym przewartościowaniem architektury, a także często pojawiające się pejzażowe motywy.

Kto oglądał w hamburskiej Kunsthalle Ołtarz św. Tomasza, a właściwie ocalałe jego części, zapewne zadał sobie pytanie o kolejno przedstawione sceny, dobór tematów i ich wzajemne powiązanie. Retabulum miało być poświęcone kanclerzowi i arcybiskupowi Canterbury, Tomaszowi Becketowi, straconemu w 1170 roku na rozkaz Henryka II za sprzeciw wobec angielskiego władcy i opowiedzenie się po stronie Stolicy Apostolskiej. Niemiecki artysta zaraz po otrzymaniu zamówienia pilnie wziął się do dzieła, lecz do swojej śmierci, czyli roku 1430, swojej pracy nie ukończył. Musieli uczynić to jego pomocnicy, co sprawiło, że hamburski, religijny, upamiętniający heroizm Becketa memoriał powstawał w sumie dwanaście lat. W jednym z rewersów skrzydeł ruchomych – oprócz Męczeństwa Tomasza, Wyszydzenia Tomasza i Pokłonu Trzech Króli – artysta umieścił Narodziny Chrystusa. Na awersach znalazły się: Biczowanie, Niesienie Krzyża, Złożenie do grobu i Zmartwychwstanie. W skrzydłach zamkniętych, wraz ze scenami męczeństwa, zostały zaprezentowane tzw. Radości Maryi.

Narodzenie Chrystusa zostało przedstawione przez brata Franckego w dość nietypowej, ikonograficznej konwencji. Od razu rzuca się w oczy nieobecność św. Józefa, chodziło bowiem o sam moment narodzin, przy którym po prostu mężczyźni nie asystowali. Malarz nawiązywał bowiem do mistycznej wizji kanonizowanej w roku 1391 św. Brygidy Szwedzkiej. Maryja została pozbawiona bólu po poczęciu, co miało zaświadczyć o boskim wymiarze macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny. Również białe szaty i klęcząca poza i miały podkreślać Jej boskość. Na obrazie dostrzec można Maryję modlącą się słowami: Dominus meus, Deus meus. Informuje o tym umieszczony na banderoli tekst. Matka Boża miała położyć Dzieciątko na ziemi, a Pan Bóg obdarzył Je wówczas światłością, przedstawioną na obrazie w formie promienistej glorii. Błogosławiącemu Ojcu Niebieskiemu brat Francke czy też kolejni malarze dodali do towarzystwa aniołów, zaś tłem stał się ziemski pejzaż. Regularnie porozmieszczane rzędy gwiazd uszlachetniła szkarłatna powłoka. Niebo i ziemia połączyły się w uwielbieniu.

Nie bez powodu Mistrz Francke uchodził za mistyka. Jeśli jemu samemu nie było dane przeżywać mistycznych uniesień, niewątpliwie nie były to dla niego sprawy obojętne. Nie bez powodu połączył on – zdawać by się mogło – niezwiązane ze sobą wydarzenia, w dodatku mające radosny wydźwięk, z tymi, które przypominają o zbawczej ofierze Chrystusa i, tragicznym często, losie jego wyznawców. Mimo że Pan Bóg obdarzył go nieprzeciętnym malarskim talentem, nigdy nie zapominał, że jest również teologiem.

W drugiej połowie XX wieku, dzięki szwajcarskiemu teologowi Hansowi Urs von Balthasarowi popularne stało się pojęcie estetyki teologicznej. W swoim monumentalnym dziele, stanowiącym współczesną summę, idąc śladem protestanckich teologów Karla Bartha i Oskara Cullmana (notabene w latach 1948-1972 profesora niezależnego wydziału teologii protestanckiej na paryskiej Sorbonie), pisał o zewnętrznej, chrystologicznej, zjawiskowej rzeczywistości. Ludzka postać, jaką przyjął Boży Syn, stała się narzędziem zbawczego, skierowanego do świata dzieła. Ciało Chrystusa to narzędzie, poprzez które Bóg uwielbił Siebie w świecie. Dokonało się ono w uniżeniu się Boga, poprzez wyzbycie się postaci właściwej Bogu. Upokorzenie i posłuszeństwo aż po krzyż stało się „ludzkim uobecnieniem Boskiego usposobienia Jezusa Chrystusa”2. Autor Chwały. Estetyki teologicznej mówił o spójnej chrystologii, potrzebie zrozumienia, co się naprawdę wydarzyło, co stało się częścią ludzkiego doświadczenia. Zwracał uwagę, iż „postać uniżenia się Syna Człowieczego jest funkcją postaci Jego chwały. Właśnie to trzeba unaocznić bardziej niż antycypację eschatologicznego sposobu istnienia po zmartwychwstaniu”3.

Chcąc się wgłębić w dość skomplikowane teologiczne zagadnienie, łączące wcielenie z wyniszczeniem, ofiarą Chrystusa, ale też ofiarę Jego synów i córek, braci i siostry w wierze, wciąż sobie unaoczniamy: kim był i po co przyszedł, dlaczego „narodził się nam Zbawiciel, wszego świata Odkupiciel”4. Jezus od pierwszych chwil swojego życia zaznawał głodu, ubóstwa, wygnania, ludzkiej wrogości, a później lęku, przemocy i męczeńskiej śmierci. Przy jego narodzinach znaleźli się ci, którzy uwierzyli słowu anioła – głównie prości pasterze, zwykli biedacy. Przy Jego śmierci również zabrakło wielkich tego świata. Ale zbawcze wydarzenia ułożyły się w taki sposób nie dlatego, żeby Bóg chciał kogoś poniżyć albo umniejszyć. Chciał raczej zwrócić uwagę, gdzie i w jaki sposób szukać – aby dostrzec niedostrzegalne, zrozumieć niepojęte, zachwycić się nieziemskim, nadprzyrodzonym dziełem unikając przy tym patosu i jakichkolwiek triumfalistycznych pokus.

Zdumiewające, że wiele wieków temu skromny Fratre Francone potrafił dostrzec i w prosty sposób zobrazować to, co tak często z wielkim trudem do nas dociera. Dni Narodzenia Pańskiego to najbardziej radosne święto, w którym – paradoksalnie – mimo ludzkiej biedy i poniżenia, mimo wielu różnych, dotykających również nas cierpień, zawsze warto pamiętać, że „Niebo nie jest nietykalną rzeczywistością unoszącą się nad tajemnicami ciała”5, że piękno Boga nie kłóci się z pięknem świata, a jednocześnie wykracza poza dostępne nam kanony piękna i wszelkie ludzkie wyobrażenia.

Anna SOBOLEWSKA

1 Gotyk. Architektura – rzeźba – malarstwo, pod redakcją Rolfa Tomana, przekład Agna Baranowa, Kraków 2008, s. 435.
2 Hans Urs von Balthasar, Chwała. Estetyka teologiczna, t. I Kontemplacja postaci, przekład Ewa Marszał i Jerzy Zakrzewski, Kraków 2008, s. 586.
3  J.w.
Słowa jednej z najpopularniejszych polskich kolęd.
Hans Urs von Balthasar, j.w., s. 593.

Anna Sobolewska – urodziła się w Białymstoku. Studiowała pedagogikę w Krakowie. Współpracowała między innymi z paryską Galerią Roi Doré i ukazującymi się we Francji czasopismami: „Głos Katolicki” i „Nasza Rodzina”. W roku 2015 w Éditions Yot-art wydała książkę Paryż bez ulic. Jocz, Niemiec, Urbanowicz i inni. Od trzydziestu lat mieszka w Paryżu.

„Głos Katolicki”, grudzień 2009.