O doświadczeniu poetyckim

Fragment okładki książki z Kolekcji „Znaki czasu” Józefa Sadzika (1967) © Recogito

Pojawiające się często na łamach „N[aszego] P[rądu]” utwory poetyckie pobudzają do refleksji. Chodzi nie tyle o ich tematykę, o – jakby to można powiedzieć – ich wyraz ideologiczny, chodzi raczej o ich stronę formalną, ściślej, o pewien proces twórczy „poety”, który w efekcie poprzez określoną formę dał nam garść poetyckiego wzruszenia. Inaczej, chodzi o pewne doznanie poetyckie, jakie musiał przeżyć poeta nim dał konkretny, krystaliczny w swej lakoniczności jego wyraz – wiersz.

Wiersz, jak każda zresztą twórczość artystyczna, jest wyrazem długiego, w części tylko uświadomionego psychicznego procesu – procesu, który przybrany w rzeczywiste kształty słowa pozwala na jego sprawdzalność. Ta właśnie sprawdzalność umożliwia wysuwanie uwag i postulatów pod adresem twórcy, a w naszym wypadku skłania do postawienia znaku zapytania nad wieloma tzw. „wierszami”.

Stąd wydaje mi się nie od rzeczy będzie krótka analiza tego poetyckiego procesu twórczego. W tym co powiem, oprę się w wielu momentach na pracy Jacquesa Maritaina Twórczość poetycka a natchnienie [Dichtung und Inspiration].

Proces twórczy, o który nam w tym wypadku chodzi, to skomplikowany łańcuch doznań, mający swój początek w mało świadomej podświadomości, poprzez świadomą analizę treści wewnętrznych, aż po ich konkretny wyraz artystyczny. Każdy konkretny wyraz artystyczny jest punktem dojścia, jest ekstraktem przeżyć. Nie ma prawdziwie poetyckiej twórczości, która nie była owocem poetyckiego doznania, nie wyrastała zeń musem wewnętrznym i na odwrót, nie ma takiego doznania poetyckiego, które by nie kryło w sobie zalążka poetyckiej twórczości.

Czymże jest ten cały proces doznań poetyckich, jakie są stadia jego przebiegu i jak się on uzewnętrznia?

Potocznie mówi się o „natchnieniu”, dla metodycznej ścisłości lepiej nazwać go doświadczeniem poetyckim. Poddając analizie doświadczenie poetyckie dochodzimy do wniosku, że przebiega ono poprzez dwie warunkujące się fazy. To, mówiąc poglądowo, skurcz i rozkurcz działania sił duchowych twórcy. Maritain na podobieństwo pracy serca nazywa je tolą i diastolą. Pierwszy etap poetyckiego doświadczenia zamyka się w wielkiej koncentracji wszystkich sił duchowych artysty. Dokonuje on tej koncentracji nie siłą woli, lecz skupieniem zmysłów w atmosferze wszystko ogarniającego spokoju i równowagi władz intelektualno-zmysłowych. W poetyckim akcie twórczym człowiek cofa się w najgłębsze warstwy ludzkiego istnienia (Hölderlin). Tu, w rdzeniu niejako swojej jaźni następuje najbardziej twórczy bezruch, nagłe dostrzeżenie więzi duchowej między niezliczoną ilością zjawisk zewnętrznych świata. Dostrzeżenie to działa wprost hipnotycznie. Jest olbrzymim, trudnym do określenia twórczym odpoczynkiem. Jest jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem, smakiem najbardziej autentycznego piękna. Przecież starodawny tekst sanskrycki mówi, że „poezja, to słowo, którego zawartością substancjalną jest smak”.

Conditio sine qua non wszelkiego poetyckiego doświadczenia jest szczególna, twórcy tylko wrodzona władza, zwana intuicją poetycką. Ona to jak tajemniczy zmysł duszy wzbudza doświadczenie poetyckie, ona też skłania spiętrzone i milczące siły duszy do przejścia w działanie. I tu następuje faza druga doświadczenia poetyckiego, pewien rozkurcz, diastola. Wartości utajone, istniejące w rdzeniu duszy domagają się konkretnych formuł. Tworzy się wyraz artystyczny. Ten pęd do wyrażenia swych doznań wewnętrznych w formułach sprawdzalnych jest właściwością jak najbardziej prawidłową. Stwierdziliśmy już, że w każdym doświadczeniu poetyckim jest zaród poetyckiej twórczości. Mus tworzenia jest tak zniewalający, że wywołuje u twórcy sugestię działania jakichś mocy zewnętrznych, nadrzędnych, powodujących ten nakaz. Często właśnie tę fazę poetyckiego doświadczenia określa się popularnie „natchnieniem”, stwarzając pozór działania jakichś muz zewnętrznych. Doświadczenie poetyckie ma wszystko co dotyczy skondensowanej mocy wyrazu. W nim potencjalnie zawiera się całość artystycznego ujęcia. Inna jest sprawa, gdy w grę wchodzi wykonanie. Tutaj u twórcy musi zaistnieć idealna wprost równowaga jego przeżyć wewnętrznych, „natchnienia”, z intelektualną pomysłowością i trzeźwością. Gdyby z jednej strony poeta powołując się na „natchnienie” wyzuł się z rozwagi i uznawał za ważny jedynie sam akt twórczy, popadłby w skrajność surrealistycznych dziwactw, jakich we współczesnej poezji mamy aż zbyt wiele. Z drugiej strony pomijając znaczenie poetyckiego doznania „twórczość” będzie mozolnym i wyrozumowanym wiązaniem słów w naiwne wątki zaopatrzone jednakowym zakończeniem. Rozum i kalkulacja są w poecie po to, aby mógł obchodzić się ostrożnie z ogniem zapału, bez którego nie ma pisarza. To Eliot powiedział, że „przy pisaniu wierny należy sporą ich cząstkę rozważyć świadomie”. „Wszystko, co piękne i szlachetne, bywa wynikiem rozumnej kalkulacji” (Baudelaire). W twórczości poetyckiej z prawdziwego zdarzenia istotą jest poetyckie doświadczenie, przeżycie całego pasma doznań i szczery, na rozumnym przemyśleniu oparty wyraz. O tym należy pamiętać. Inaczej wiersz nie pociągnie, nie oddziała wrażeniem złożonego w nim wzruszenia, owszem, przyniesie uczucie przykrej parodii prawdziwego piękna.

Józef SADZIK

Józef Sadzik (1933-1980) – pallotyn, edytor, estetyk, założyciel ośrodka odczytowo-dyskusyjnego Centre du Dialogue w Paryżu, przyjaciel artystów i mecenas wielu artystycznych przedsięwzięć, autor prekursorskiej Estetyki Martina Heideggera, obszernej relacji z podróży do Rwandy w 1975 roku oraz innych, rozproszonych po różnych książkach i czasopismach tekstów. Powyższy tekst ukazał się w czasopiśmie, wydawanym przez alumnów Wyższego Seminarium Duchownego w Ołtarzewie, „Nasz Prąd”, nr 3/1955, s. 40-41.

Recogito, nr 79 (lipiec-grudzień 2015)