Wiersze Teresy Tomsi

Na zdjęciu: Teresa Tomsia (Brema, 2005). Fot. Michael Wittbrot

 

Pożegnalna wieczerza

W jesiennej mgle labirynt paryskich ulic.
Cień zbliża się do bramy w głębi rue Borromée
powłócząc nogami sunie ciemnym korytarzem
prosto w świetlisty okrąg podwórza.
Świt ogarnia go nagle ze wszystkich stron naraz
wita pięcioramienną gwiazdą:
ożywają gipsowe głowy proroków
popiersia umarłych polityków i poetów;
figury nagich kobiet połyskują jak skrzydła aniołów;
przesypuje się w klepsydrze suszony na czarną godzinę
chleb; drewniane stołki łaszą się do stóp.

Rzeźbiarz polski: Żyd-tułacz
artysta Michał Milberger
zna wielu podobnych sobie;
człowiek ciekawy duszy drugiego człowieka
każdemu z nas ma coś do powiedzenia
o tym co widział – ręką kreśli w powietrzu
kształty minionych osób i rzeczy
jakby chciał oszlifować powierzchnię bryły
dokleić garść szarej gliny odwrócić ku jasności
ostateczne pytanie.

Dzieli się winem z przyjaciółmi –
pożegnalna wieczerza dla gości z Polski –
wokół pastelowe ściany obrazy książki na półkach;
Biała Sala w domu pallotynów przy rue Surcouf
ma twarz Apokalipsy.
Przed chwilą był tu Jan Lebenstein.
Noc patrzy na nas chłodno spod przymkniętych powiek.
Na redakcyjnym stole księdza Marka pozostały już tylko
kamyki: niesiemy na cmentarz tę mistyczną rzeźbę

Drzwi pracowni zatrzaśnięte.
Zbiorowa mogiła kombatantów
stała się jego nagłym przeznaczeniem
nieprzewidzianym pomnikiem
miejscem opowieści.

Poznań 2007
w 10. rocznicę śmierci Michała Milbergera


Figurka

                    wspominając Michała Milbergera  w 15. rocznicę śmierci 

W szóstym dniu lepienia szarej gliny
powiedziałeś: Nic więcej dodać tu nie trzeba.
I wstrzymałeś ruch dłoni białej od mazi
zastygłej. Oto Figurka – rzekłeś: jest
światło szyi, lekkie pochylenie głowy.
Drżałam, stojąc w chłodnej pracowni
z rękami zwieńczonymi u czoła.
Zniżało się popołudnie,
przyszedł M. zrobić kilka ujęć
podczas pozowania – błyskał fleszem
pośpiesznie; moja obecność
nie była już nikomu potrzebna.
Ważniejsza stała się rozmowa o niej:
jak zgrabnie opiera się na ugiętych kolanach,
a szorstka skóra aż prosi o czułe dotknięcie.
Gdy o zmierzchu odchodziliśmy stamtąd we troje,
pozostała samotna w opustoszałym wnętrzu,
pośród miniaturek zwierząt i ludzi
przeznaczonych do obróbki w brązie,
niepewna sytuacji, w jakiej się znalazła.
Jej ciało stygło – czułam
jak cierpnie mi skóra.

Nigdy więcej nie ujrzałam rzeźby –
jedynie w gipsowej powłoce
Figurka powraca – jej odbicie
uparcie tkwi we mnie.

Poznań, 18 grudnia 2012 r.


Stan skupienia

                                             pamięci Macieja Niemca

Z okna na piętrze domu pallotynów, w pokoju redakcji
„Recogito”, przyglądaliśmy się poszarzałym kamienicom
w oczekiwaniu na kawę, którą zaparzał Marek Wittbrot,
a Witek Urbanowicz zaśmiewał się z jego porządku w kuchni
i naszych wierszy leżących przy kanapkach z serem.
Maciej Niemiec jak co dnia zapadał powoli w stan skupienia,
wnikał coraz głębiej w siebie  jakby utkwił w pejzażu
na płótnie Edwarda Hoppera  poza realnym czasem
i przestrzenią – wokół jaśniało, wzmagał się gwar
nadziei przetrwania wychylonej przez balkony, gołębie
zapraszały na zewnątrz furkocząc skrzydłami w przelocie,
otwierając drogę ku ciemnoszarej Sekwanie.
Zastanawiała mnie, a jednocześnie budziła respekt chwila
nagłego znieruchomienia, jakiej poeta zwykle ulegał.
Nikt z obecnych nie śmiał zakłócić wędrówki Orfeusza,
czekaliśmy cierpliwie, aż wynurzy się z odosobnienia
i ruszy przed siebie. Podążyłam za nim przez Plac
Inwalidów, rześki październikowy wiatr owiewał
nasze twarze; zelżało nasycenie niepokojącymi obrazami,
które mogą znaczyć Nic albo prowadzić dalej
w niewiadome – przemijać jak mgła czy biel
paryskich domów, jak niewysłane listy,
których i tak nikt nie pragnie.

Poznań, 25 stycznia 2017 roku


Dyptyk dla Julii Hartwig

                          ***                          

Z okna domu pallotynów przy rue Surcouf
wypatruję znaków początku dnia, próbuję
oddzielić paryską biel od gęstniejącej na dachach
mgły. Wtopiona w poranny ruch powietrza
przymykam powieki, by zatrzymać na mgnienie
przemieniający się obraz siebie. I odchodzę
spotkać się z tymi, którzy poszukują
przyjaźnie podanego słowa.

W wygaszoną jeszcze o tej porze przestrzeń
wiodącą ku szarozielonej Sekwanie
wkradają się z wolna światełka rowerów,
coraz śmielsze dzwonki zegarów,
stukot otwieranych żaluzji –

wtedy miasto nagle rusza
we wszystkich kierunkach naraz,
a dla mnie rozpoczyna się godzina spaceru
wzdłuż niepoznanego brzegu.

                          ***                     

Jeśli nawet przyniosą herbaciane róże,
odbiorą za mnie maile, telefony,
cóż mi po tym w zburzonym pokoju,
gdzie stół i komoda wędrują z kąta
w kąt, a dziś czekają w drzwiach
na wyprowadzkę.

Poranny promyk błądzi po ścianach,
nie może odnaleźć mojego spojrzenia.

Ten stary sweter w kolorze śliwek,
zleżały jak gałąź w przejrzałym ogrodzie,
pamięta obietnice – toczyły się gładko
w ciemniejący błękit, byle dalej
od spełnienia, od łączności z glebą.

 
Epitafium dla Zbyszka Krupowiesa

Śpiewał ballady, recytował poezję Jesienina –
przesiedleniec zza Buga, wagabunda,
niepokorny krytyk zniewolonej kultury,
któremu cenzor zapisywał pointy wierszy –
posiadacz długów, przyjaciół
i fantastycznych planów.
Na miejskim cmentarzu w Świdwinie
dzieli grób ze starszym bratem Henrykiem,
który ochraniał go – niesfornego chłopca –
w trudnych powojennych latach.

Zasługuje jak mało kto na miano: Poeta
przy swoim pomijanym imieniu.
Przekorną nieobecnością przypomina nam,
że metafora życia jest silniejsza od bezdomności –
dlatego przepowiada we wczesnym liryku,
który okazuje się motywem ostatecznym:
mój wierszu umrzesz zanim zaczniesz mówić*.

* Zbigniew Krupowies, Zanim zaczniesz mówić, KTSK, Koszalin 1992.


Poeta pisze samotność

                                     Aleksandrowi Jurewiczowi              

Poeta snuje opowieść o miłości, ufając, że metafora
ocali go przed ciemnością w sobie, że poniesie
pod jasne okna, z których wyjrzy opiekuńcza historia,
ukochana przyjaciółka albo koleżanka z redakcji.
Poeta błądzi paryskimi zaułkami, rzewnie nucąc
przy akordeonie jak dawniej za miastem,
gdy na polach kończyły się żniwa.
Wypowiada proroctwa o skończeniu świata
w programie tv, którego oglądalność zbliża się do zera,
a spadające znajome komety nie wróżą nic dobrego.
Poeta szuka wydawnictwa, debatuje,
ma odrębne zdanie na wiele różnych tematów.

W ciszy ciasnego pokoju zastawionego pod sufit  książkami
tęskni za tą jedyną chwilą, która właśnie miała nadejść.
Pisze swoją samotność papierosowym dymem
na granatowym tabloidzie nieba.


Odnajdywanie utraconych miejsc                                             

Jeśli wierzyć w sens odpominania
wygnanych i zapomnianych na nieludzkiej ziemi,
przykładanie ręki * jest – jak powiada poeta – ciągłym
obracaniem się w materii przeszłego, która nas nicuje
i przemienia, nieustępliwie domagając się odnajdywania
utraconych miejsc, wydobywania się z prochów
rzuconych byle gdzie.
Tęsknimy za ciągłością, ale wciąż rwie się wątek,
są nowe pomysły na życie i politykę,
moda na nowoczesność. Ten przystojny
szpakowaty krojczy w świdwińskiej spółdzielni
„Zgoda” został zesłany na Kołymę do kopalni
za partyzantkę w AK na Wileńszczyźnie,
po dziesięciu latach łagru nie miał dokąd wracać
i trafił do miasteczka przesiedleńców.
Nieraz słyszę tupot jego chłopięcych sandałów,
szloch matki, szaleństwo dziadka,
gdy ładują na wóz ostatnie graty.

Tylko pies pozostał na utraconej ojcowiźnie,
ale czyż on – bezdomna samotność –
nie jest równie ważnym świadectwem
naszej tam nieobecności?

Świdwin – Poznań, 24 maja 2016 r.

* Kazimierz Nowosielski, Przykładanie ręki, Biblioteka „Toposu”, Sopot 2015.

 

Teresa TOMSIA

Teresa Tomsia – autorka szkiców o literaturze i wierszy przetłumaczonych na język niemiecki (Wieczna rzeka – Der ewige Fluss, W drodze 1996) i francuski (Piękniejsze – Schöner – C’est plus beau, Verlag im Wald 2000); publikowała w „Arkuszu”, paryskiej „Kulturze”, „Toposie”, „Tyglu Kultury”, „Gazecie Malarzy i Poetów”, „Wyspie”. Ostatnio wydała  dwa tomiki wierszy w Bibliotece „Toposu”: Gdyby to było proste, T.109, Sopot 2015; Kobieta w kaplicy, T.132, Sopot 2016), książkę wspomnieniową Świdwin przypomniany (Rhytmos, Poznań 2018) i zbiór szkiców literackich Niedosyt poznawania (WBPiCAK, Poznań 2018). Od kilkunastu lat współpracuje z internetowym „Recogito”. Mieszka w Poznaniu.

Recogito nr 82 (styczeń-czerwiec 2017)