Z szarego notatnika

Na zdjęciu: Teresa Tomsia (2017). Fot. Monika Tomsia

Dni jesienne w Stawisku rozpoczęły się tego roku słonecznie, jednak zanim liście na gałęziach  zbrązowiały i skurczyły się od zimna, nadciągnęła kilkudniowa mżawka. Wiekowe lipy trzymają  wciąż zieloną wartę wzdłuż alei odświeżone stojącym wilgotnym powietrzem – niegotowe jeszcze na nadejście mrozów. Wokół roztacza się widok unieruchomionego lasu w oczekiwaniu na przemianę. Ścieżki, w części już zasłane igłami, szyszkami i opadłymi liśćmi, niosą zapach mokrych żołędzi i zgniecionych orzeszków buczyny. Rozmokły piach przemieszany z okruchami kory klei się do butów i mankietów spodni – wędruje razem ze mną aż na skraj parku.

Przed spotkaniem autorskim w muzeum dobrze jest odetchnąć na ganku przedwieczornym chłodem, zapatrzeć się w ciemniejące ślady na żwirowej dróżce. Potem już tylko słowa, cytowane urywki szarych godzin, komentarze. A tu, przed wejściem, ciągle nowe głosy rozbrzmiewają z głębi nadciągającej nocy. Szmery, chroboty, szelesty, potupywania u korzeni. Furkot niewidzialnych skrzydeł nie pozwala odejść – trzyma w otwartych drzwiach.

We wrześniu w Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów odbyło się kilka wieczorów literackich przywołujących pamięć Kresów: wykłady finalizujące tegoroczną sesję polsko-ukraińską Dialog Dwóch Kultur i wystawa fotograficzna Piękno Krzemieńca oraz recytacje poezji Juliusza Słowackiego prezentowane przez laureatów konkursu recytatorskiego, którego patronem jest Iwaszkiewicz. Zostałam przedstawiona jako poznanianka, spadkobierczyni kresowego rodu Iżyckich z Tarnopolszczyzny. Znam utracony pejzaż tylko z opowieści ojca, bo nic z dawnego ziemskiego majątku nie ocalało; w osiedlowym bloku wsłuchiwałam się w nostalgię za kresowym krajobrazem ogrodów z ulami nad Strypą. Współczesna poezja nie wypiera się dziedzictwa wydziedziczonych, pamięta o cichych kolekcjonerach map, idei, mitów i nadziei. Duchowe i realne podróże po krainie przodków i romantycznych wieszczów są pasją obecnego dyrektora Stawiska, poety i muzealnika Mariusza Olbromskiego, który od lat nie szczędzi sił, aby polskiej kulturze przywracać kulturowe piękno Lwowa i Wilna, przypominać bolesne wołanie Wołynia, ukazywać ciągłość polskiej tradycji kultury unijnej – wielowątkowej, wielonarodowej, cennej różnorodnością spojrzeń na świat i bogactwem kresowej przyrody.

Rozmowa z gośćmi wieczoru autorskiego toczyła się wokół podjętych wątków w podróżnych esejach Z szarego notatnika*, gdzie wspominam mistrzów i przyjaciół, których utratę z różnych powodów ocalam w portretach pamięci (Michał Milberger, Maciej Niemiec, Stanisław Barańczak) i których twórcze dokonania serdecznie ogłaszam (Julia Hartwig, Krzysztof Kuczkowski, Mariusz Grzebalski, Dariusz Sośnicki). Obecny na spotkaniu znany kolekcjoner i historyk sztuki, arystokrata z rodu i z ducha, Stanisław Ledóchowski podarował mi w podzięce za wspomnienie o pierwszym Teatrze Rysowania najnowszy katalog prac Franciszka Starowieyskiego. Na jednym ze zdjęć widnieją płócienne spodnie, w których artysta przez lata pracował; na nogawce zostały wypisane wszystkie stacje twórczych działań związanych z tym projektem – znak, że liczy się każda rzecz w obrazie rzeczywistości i nawet najmniejszy przedmiot podlega kreacji. Narysowane idealnie koło, postawiona ręką malarza kreska czy wypowiedziane przez poetę słowo poruszają naszą wyobraźnię, na nowo organizują przestrzeń komunikacji, nieodwracalnie przeobrażając widzenie świata.

Podkowa Leśna, 26 -27 września 2015 r.

Teresa Tomsia, Z szarego notatnika, WBPiCAK, Poznań 2015.

***

„Czasem wydaje mi się, że jestem już blisko, że za chwilę zrozumiem – co najważniejsze – że już, już… A to znowu umyka” – czytam w Notatniku Anny Kamieńskiej*. Znajduję w tych zapiskach sprzed pół wieku ożywcze i poruszające przemyślenia o przemijaniu i próbach wyrażenia siebie; najbardziej przekonująco brzmią nieustanne starania o uchwycenie sensu istnienia, co przecież nieuchronnie skazane jest na porażkę, bo nawet najcelniejsza metafora czy uwaga autora nie otwiera przed nim Tajemnicy. Pozostaje mu cierpliwe drążenie w skale mowy, podnoszenie kamienia i wędrowanie z nim w górę, na szczyt możliwości pojmowania, przeczuwania, kreowania, wizji: „Krzątam się pośród majaków rzeczywistości, zabudowuję puste przestrzenie. To, co ważne, płynie w samej głębi. Jest ciche i ciemne, i niewyrażalne”. 

Myśli poetki, które podczas wcześniejszej lektury pominęłam, obecnie przemawiają do mnie ze zdwojoną siłą, domagając się kontynuacji albo wprost odpowiedzi. Kamieńska pisze w notatkach z 1967 roku: „Narodziny nie są jednym aktem, są procesem. Celem życia człowieka jest narodzić się w pełni. Żyć – znaczy rodzić się w każdej chwili”.

Dodałabym do tej refleksji zdanie o pragnieniu ciągłości, gdy w imieniny Michała wspominam zmarłego Ojca, „Kresowianina na wietrznym Wawelu”: Żyć – to rozmawiać z umarłymi, to pytać o wybory i racje z oddali lat i wieków, to słuchać ich rad, rozterek, nadziei i błogosławieństw. Żyć – to znaczy pamiętać.

W wierszu Krótka rozmowa z Simone Weil* poetka określiła drogę poznawania jako dążenie ku górze: „Wspinam się na brzeg twego brulionu” – czyż można trafniej ująć ludzki wysiłek i wszelkie próby zrozumienia świata, który milczy, gdy przychodzimy „zdyszani od pytań”?

Poznań, 29 września 2016 r.

* Anna Kamieńska, Notatnik 1965-1972, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 1988.

* Anna Kamieńska, w: Rękopis znaleziony we śnie, „Czytelnik”, Warszawa 1978.

 ***

W Budapeszcie na placu odsłonięto popiersie Zbigniewa Herberta z wdzięczności za to, że solidaryzował się z wolnościowym zrywem Węgrów w 1956 roku. Zajęta opieką nad chorą Mamą i wsłuchana w jej sybirackie wspomnienia nachodzące falami żalu – ale też nadziei, że ofiara z młodości nie poszła na marne – gubię na jakiś czas kontakt z teraźniejszością. Dziś przysłał mi tę dobrą wiadomość siostrzeniec Poety, naukowiec o wrażliwości liryka – Rafał Żebrowski, który jako chłopiec stracił Ojca, zatem Wuj, choć rzadko dostępny z powodu wyjazdów poza kraj, stał się dla niego ikoną opiekuna. Raduje go każdy znak pamięci o Poecie w świecie, dla którego pytał o godność i miarę. Wiersz współodczuwający Węgrom* (***Stoimy na granicy) to także akt odwagi i jakże aktualna refleksja: „Stoimy na granicy/ wyciągamy ręce/ i wielki sznur z powietrza/ wiążemy bracia dla was// (…) stoimy na granicy nazwanej rozsądkiem i w pożar się patrzymy/ i śmierć podziwiamy”. Mama opowiada, że w tragicznym czasie dla węgierskiego społeczeństwa pracownicy Spółdzielni Spożywców „Społem”, gdzie była zatrudniona w księgowości, zbierali składki i dary, by posłać je z przekazem przyjaźni i poczucia wspólnoty dla idei wolności, mimo oficjalnych zakazów.  Wiedzieli, co to jest zagrożenie życia, wielu z nich – tak jak ona – cudem ocalało w Kazachstanie i po powrocie z deportacji, a jednak byli solidarni i znajdowali sposoby, by pomagać innym w potrzebie, przekraczać granice niemożliwego.

Poznań, 20  października 2016 r.

* Zbigniew Herbert, Wybór poezji. Dramaty, „Czytelnik”, Warszawa 1973.

***

Czytam ponownie wiersze Krzysztofa Jeżewskiego o malarstwie, gdy za oknem szary pejzaż, a przecież  inspirujący, bo niesie nadzieję odnowy; wokół dzieje się wiele ciekawych spraw. Czy jest zadaniem poety odczytywanie pojedynczego losu człowieka na tle zbiorowej historii i pytanie o język, jakim można wypowiedzieć osobisty wątek egzystencji, zastanowić się nad złożonością ludzkich spraw? Zadziwiają go szlachetne drogi wybrane przez pokolenia oraz ścieżki artystów mających odwagę pokazywać brzydotę i niedoskonałość działań ludzi. Na równi podziwia boską harmonię obrazów włoskiego mistrza Rafaela i boleśnie pulsującą powierzchnię rzeźb Pawła Jocza, polskiego artysty przeżywającego swój los na emigracji w Paryżu. Z tym samym zainteresowaniem wsłuchuje się w doskonałą harmonię muzyki Mozarta i w drapieżne emocje współczesnego świata u Strawińskiego. Zachłannie wchłania dźwięki i pejzaże otaczającej go rzeczywistości, bo interesuje go całość człowieczej drogi ku Tajemnicy. Taką ścieżkę poszukiwań wyznacza sobie poezja Jeżewskiego, autora tomiku wierszy Światłość u progu*. Jego poezja wybrzmiewa wieloma przenikającymi się wątkami i – podobnie jak życie poety pełne egzotycznych podróży, zwrotów, oczarowań sztuką – czerpie z różnych źródeł nawzajem się dopełniających.

Autor stawia pytania ontologiczne i eschatologiczne, szukając dla metaforycznego języka określeń filozoficznych, bez których jego wiersze nie potrafią się obejść:  Kim jesteśmy i co nazywamy sensem istnienia? Czym jest świat i dokąd zmierza? Jaki cel ma sztuka? Poetę, od wielu lat żyjącego w Paryżu i obcującego ze światową sztuką, fascynuje zjawisko geniuszu (Bacha i Chopina, Norwida i Baczyńskiego, Van Eycka i Chagalla), bada więc wpływ wyobraźni i nieprzeciętnej osobowości na środowisko i estetykę danej epoki, styl, konwencję, sposób bycia. Fascynuje go Początek i Koniec, stany i odczucia skrajne, przeciwstawne, unoszenie się i upadanie ducha, niedokończona droga intensywnego poznawania. Próbuje dokonać w twórczości pewnego rodzaju syntezy sztuk i wyprowadzić z niej filozoficzny obraz człowieka kultury, który nie jest w stanie istnieć bez obcowania z dziełami plastycznymi, pisarskimi, muzycznymi, rzeźbiarskimi.

Rozważania o malarstwie Jeżewski rozpoczyna nazwiskiem Rublowa, a więc odniesieniem do sacrum obecnego w ikonie. Trudne zadanie, jakie stawia przed czytelnikiem książki Płomień i noc, to wnikliwie patrzeć, przenikać wzrokiem, ale też wewnętrznym okiem czy przeczuciem badać powierzchnię widzialnego. Prawda leży w mroku, światło prowadzi ku niej i jest w niej ukryte, nieprzeniknione. Człowiek pragnie zajrzeć za kulisy tworzenia i wejrzeć w tajemnicę Stworzenia, stara się ujrzeć niewidzialną stronę świata (stać się Mistrzem Niewidzialnej Strony jak w opowieści Andrzeja Turczyńskiego, gdy ikonopis Andrzej Rublow odsłania przed ojcem Nikonem „Świętą Trójcę”, a wtedy słowa cichną i niosą oglądającego „na drugą stronę świata”). W sztuce słowa, koloru, kształtu, dźwięku poeta szuka dobra i piękna.

Tyle jest pasji i wrażliwego zaangażowania u Jeżewskiego w oglądanie i smakowanie piękna, że nie sposób wybrać wiersza najważniejszego, najlepszego – każdy z nich wydaje się równie celny, przejmujący swoją aforystycznie ujętą mądrością patrzenia w pokorze i w zachwyceniu równocześnie – czytelnik jest tu zdany na intuicję, jaką ścieżkę interpretacyjną wybrać: filozoficzną czy estetyczną. Kogo przejmie duchowy wymiar tworzenia, ten też się nie pomyli, bo usłyszy kolejne pytanie wybrzmiałe przed obrazem Rembrandta:

„Zaiste. W samym sercu mroku, w jądrze nocy/ pulsuje  światło. Ale widzą je tylko oczy snu./ Co było na początku, światło czy ciemność”?

Za niewidzialną stroną słowa czyha niepewność, nadzieja, olśnienie lub zwątpienie. Strofy powstają jako kwintesencja zmysłowych doznań  i duchowych świadectw. W zderzaniu się różnych odbiorczych wrażeń poeta stara się ujrzeć niewidzialną stronę świata.

Poznań, 28 stycznia 2017 r.                                       

* Krzysztof Andrzej Jeżewski, Światłość u progu, Biblioteka „Toposu” T. 79, Sopot 2012.

Teresa TOMSIA

Teresa Tomsia – autorka szkiców o literaturze i wierszy przetłumaczonych na język niemiecki (Wieczna rzeka – Der ewige Fluss, W drodze 1996) i francuski (Piękniejsze – Schöner – C’est plus beau, Verlag im Wald 2000); publikowała w „Arkuszu”, paryskiej „Kulturze”, „Toposie”, „Tyglu Kultury”, „Gazecie Malarzy i Poetów”, „Wyspie”. Ostatnio wydała  dwa tomiki wierszy w Bibliotece „Toposu”: Gdyby to było proste, T.109, Sopot 2015; Kobieta w kaplicy, T.132, Sopot 2016), książkę wspomnieniową Świdwin przypomniany (Rhytmos, Poznań 2018) i zbiór szkiców literackich Niedosyt poznawania (WBPiCAK, Poznań 2018). Od kilkunastu lat współpracuje z internetowym „Recogito”. Mieszka w Poznaniu.

Recogito nr 82 (styczeń-czerwiec 2017)