Są samotności różne

Plac Świętego Piotra (Watykan, 2020) © Stanisław Stawicki

Na początku lutego popełniłem felieton pt. Pochwała ustronności. Wracam do tego tematu, gdyż koronawirus nieubłaganie wprowadza nas w „ustronność”, czyli samotność, obnażając jednocześnie naszą nieumiejętność radzenia sobie z nią. Więcej, naszą niezgodę na nią.

Otóż, okazuje się, że ustronność, do której tak gorąco zachęca nasz Ojciec Założyciel nazywając nawet nasze domy „ustroniami”, to nie tylko „sielanka” (zagwarantowany bezpieczny kąt, gotowe papu, winko, piwko, pranie, prasowanie i sprzątanie), ale również czas zmagania się z sobą. Samotność, to coś, czego człowiek przeważnie się wystrzega. Stan, w którym odczuwa ból. Są oczywista godziny, kiedy bardziej jej pragniemy, ale kiedy indziej właśnie w samotności zdajemy sobie sprawę, że nasze serce jest prawdziwym „poligonem”. Aby dobrze ten czas przeżyć i wykorzystać, przypomnę kilka ważnych „reguł walki”.

Jednym z istotnych jej elementów jest dobre uporządkowanie czasu. Podzielenie go na różne etapy, poświęcone różnym czynnościom, przy zachowaniu jednak pewnej elastyczności, aby umieć odkrywać i odpowiadać na „natchnienia”. Kiedy żyje się w rodzinie czy we wspólnocie, ważne jest, aby w ciągu dnia były zarówno chwile przeżywane wspólnie (z zachowaniem dwumetrowej odległości, oczywista), jak i chwile samotności.

Kolejnym ważnym ogniwem jest przejście od lęku do ciekawości tego, co „na ustroniu” można odkryć. Dzięki samotności możemy między innymi lepiej poznawać samych siebie. Odkryć nasze prawdziwe wnętrze. Pozwolić naszym emocjom się wyrazić i zobaczyć, że to wsłuchiwanie się w siebie nie musi być wyniszczające. Odkryjemy z pewnością, że są w nas nie tylko rzeczy negatywne, ale także bardzo piękne. Oczywiście trzeba znaleźć sposób na to, by się wyrazić: na piśmie, poprzez rysunek, muzykę, czy też szyjąc maseczki!

W końcu, samotności – przynajmniej tej „ochrzczonej” czy „konsekrowanej” – nie da się przeżywać dobrze, jeśli nie czujemy na sobie spojrzenia Pana Boga. Święta Teresa z Avila pisała, że „samotność tylko wtedy jest dla nas owocna, gdy staje się obcowaniem we dwoje, nieustannym dialogiem z Bogiem”. Tylko w ten sposób uda się nam zejść do „najgłębszej głębi nas samych” – interior intimo meo – jak uczy św. Augustyn i poznać spojrzenie Boga, które nas nie osądza, lecz przyjmuje takimi jakimi jesteśmy.

Czasami potrzeba sporo odwagi i wolności, żeby zdecydować się na samotność. Nie ułatwiają nam tego liczne tzw. media społecznościowe. I tu nie chodzi o szkody, jakie one nam wyrządzają, ale o szkody, jakie my wyrządzamy sobie poświęcając im więcej czasu niż refleksji, skupieniu i modlitwie.

W tym kontekście chciałbym przypomnieć dwa wiersze o samotności autorstwa ks. Jana Twardowskiego. Pierwszy nosi prosty tytuł: Samotność. Można go podzielić na trzy części. Każda z nich mówi o innym rodzaju tytułowej samotności: „najprostszej”, „trudniejszej” oraz „prawdziwej”.

Wersy od pierwszego do ósmego to opis „samotności najprostszej”, która przejawia się przede wszystkim poprzez zewnętrzne oznaki. Podstawowym wyznacznikiem tej samotności jest brak drugiej osoby, z którą można by się komunikować:

„Nie proszę o tę samotność najprostszą
pierwszą z brzega
kiedy zostaję sam jeden jak palec
kiedy nie mam do kogo ust otworzyć
nawet strzyżyk cichnie choć mógłby mi ćwierkać
przynajmniej jak pół wróbla
kiedy żaden pociąg pośpieszny nie spieszy się do mnie
zegar przystanął żeby przy mnie nie chodzić
od zachodu słońca cienie coraz dłuższe”.

Druga część mówi o samotności „trudniejszej”, która istnieje tylko w relacji do innych ludzi. Twardowski zwraca uwagę na tzw. „samotność w tłumie”:

„Nie proszę Cię o tę trudniejszą
kiedy przeciskam się przez tłum
i znowu jestem pojedynczy
pośród wszystkich najdalszych bliskich”.

Trzecia część mówi o samotności „prawdziwej”. Chodzi o całkowite wyrzeczenie się siebie, włącznie z odebraniem sobie możliwości mówienia! Prośbę o tę „samotność” autor kieruje do Boga, choć nigdzie Adresat nie jest bezpośrednio wywołany:

„Proszę Ciebie o tę prawdziwą
kiedy Ty mówisz przeze mnie
a mnie nie ma”.

* * *

Drugi wiersz: „Różne samotności” – wskazuje nie tylko na ich rozmaitość, ale przede wszystkim na tę „jedną jedyną”. O nią warto „zawalczyć”!

„Przyszedłem Ci podziękować
za samotności różne
za taką gdy nie ma nikogo
lub gdy się razem płacze
i taką że niby dobrze
ale zupełnie inaczej
za najbliższą kiedy nic nie wiadomo
i taką że wiem po cichu ale nie powiem nikomu
za taką kiedy się kocha i taką kiedy się wierzy
że szczęście się połamało bo mnie się nie należy
jest samotnością wiadomość
list dworzec pusty milczenie
pieniądz genialnie chory
minuty jak ciężkie kamienie
czas zawsze szczery bo każe iść dalej i prędzej
mogą być nawet nią włosy
których dotknęły ręce

są samotności różne
na ziemi w piekle i w niebie
tak rozmaite że jedna
ta co prowadzi do Ciebie”.

Stanisław STAWICKI

Rzym, 26 marca 2020 roku

Ks. Stanisław Stawicki. Pallotyn. Urodził się w 1956 roku w Kowalu. Wyższe Seminarium Duchowne w Ołtarzewie ukończył w 1982 i w tym samym roku przyjął święcenia kapłańskie. Studiował w Rzymie (1986-1988). Przez wiele lat pracował na misjach w Rwandzie i Kamerunie (1983-1999), gdzie pełnił stanowisko mistrza nowicjatu (1990-1999). W roku 2003 na Wydziale Teologicznym jezuickiego Centre Sèvres w Paryżu obronił swoją pracę doktorską Współdziałanie. Pasja życia. Życie i działalność Wincentego Pallottiego (1795-1850), założyciela Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Przez trzy lata (do października 2011 roku) prowadził Międzynarodowe Centrum Formacji Pallotyńskiej „Cenacolo” przy Via Ferrari w Rzymie. W kwietniu 2012 roku został dyrektorem Pallotyńskiego Centrum Formacyjnego „Genezaret” w Gomie (Demokratyczna Republika Konga). W latach 2014-2017 był sekretarzem Zarządu Prowincji Chrystusa Króla w Warszawie. Od 2017 roku jest kustoszem kościoła San Salvatore in Onda w Rzymie.

Recogito, rok XXI, marzec 2020